wersja kontrastowa


9. 1683 Bitwa pod Wiedniem

 

9.

BITWA POD WIEDNIEM (NIEM. BITWA POD KAHLENBERGIEM)

12 WRZEŚNIA 1683 ROKU

(PLANSZA 9.)

 

„Bóg i Pan nasz na wieki błogosławiony dał zwycięstwo i sławę narodowi naszemu, o jakiej wieki przeszłe nigdy nie słyszały. Działa wszystkie, obóz wszystek, dostatki nieoszacowane dostały się w ręce nasze. Nieprzyjaciel, zasławszy trupem aprosze, pola i obóz, ucieka w konfuzji. Wielbłądy, muły, bydle, owce, które to miał po bokach, dopiero dziś wojska nasze brać poczynają, przy których Turków trzodami tu przed sobą pędzą [...]. Wezyr tak uciekł od wszystkiego, że ledwo na jednym koniu i w jednej sukni. [...] Mam wszystkie znaki jego wezyrskie, które nad nim noszą; chorągiew mahometańską, którą mu dał cesarz jego na wojnę i którą dziśże jeszcze posłałem do Rzymu Ojcu św. [...]”.

Listy do Marysieńki, http://literat.ug.edu.pl/~literat/listys/095.htm [dostęp:11.11.2020].

WALCZĄCE STRONY

Wojska Rzeczypospolitej Obojga Narodów, Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego, księstw Rzeszy i wojska imperium osmańskiego.

WODZOWIE

WOJSKA KOALICJI CHRZEŚCIJAŃSKIEJ

Jan III Sobieski (17 sierpnia 1629 – 17 czerwca 1696) – król Rzeczypospolitej od 1674 roku, z racji swych zwycięstw nazywany przez Turków „Lwem Lechistanu”. Po zawarciu układu w Żurawnie w 1676 roku z imperium osmańskim dążył do przeorientowania polskiej polityki, dostrzegając niebezpieczeństwo dla państwa polsko-litewskiego w rodzącej się potędze Prus i Rosji. Plany władcy napotkały znaczący sprzeciw opozycji magnackiej, pozostającej pod silnym wpływem austriackich Habsburgów. W zaistniałej sytuacji, wobec braku perspektyw na pomoc Francji w realizacji swych planów oraz widma kolejnego najazdu tureckiego, w 1683 roku zawarł z Cesarstwem Rzymskim sojusz zaczepno-obronny i na jego mocy wyruszył z odsieczą pod Wiedeń. Odniesione tam zwycięstwo wyniosło go do grona najwybitniejszych wodzów wszechczasów (co podkreślał jeszcze w XIX wieku wybitny teoretyk wojskowości Carl von Clausewitz, a w XX wieku lord Edgar Vincent D’Abernon).

Karol V Leopold Lotaryński (3 kwietnia 1643 – 18 kwietnia 1690) – tytularny książę Lotaryngii w latach 1675–1690, od 1675 roku najwyższy dowódca wojsk cesarskich. Brał udział w licznych wojnach prowadzonych przez Austrię przeciwko Turcji oraz przeciw Francji, która jako jedyna w Europie nie uznawała jego tytułu księcia Lotaryngii (księstwo to było wówczas w granicach francuskich). Jako kandydat spokrewniony z Habsburgami i rekomendowany przez nich dwukrotnie starał się o koronę polską, przegrywając jednak w 1669 roku z Michałem Korybutem Wiśniowieckim, a w 1674 roku z Janem Sobieskim. W czasie odsieczy Wiednia w 1683 roku podlegały mu wszystkie wojska cesarskie (austriackie) i niemieckie. W kolejnych latach dowodził siłami cesarskimi w walkach na Węgrzech, gdzie w 1684 roku najpierw pobił Turków pod Vác, a w 1686 zdobył Budę i zwyciężył pod Nagyharsány. Pod koniec życia dowodził przeciw Francuzom w wojnie o sukcesję palatynacką (wojna Francji z Ligą Augsburską).

IMPERIUM OSMAŃSKIE

Kara Mustafa (czyli Czarny Mustafa, także Mustafa Pasza, około 1620 lub około 1634 – 25 grudnia 1683) – od 1662 roku admirał (kapudan pasza) i od 1676 wielki wezyr Turcji osmańskiej. Karierę rozpoczął jako żołnierz spahisów, ale szybko został protegowanym wezyra Mehmeda Köprülü, który powierzał mu ważne zadania i uczynił posłańcem pomiędzy nim a sułtanem Mehmedem IV.

Z czasem został kajmakanem, czyli urzędnikiem zastępującym wezyra w czasie jego nieobecności w Konstantynopolu. W 1672 roku dowodził w wojnie z Rzeczpospolitą i narzucił hańbiące dla Polski warunki traktatu w Buczaczu. Następnie, już jako wielki wezyr, uczestniczył w wojnie z Rosją, zdobywając w 1678 roku Czehryń i wypierając siły carskie z Ukrainy za Dniepr. Zwycięstwa te nie zostały jednak przez Osmanów w pełni wykorzystane. W 1683 roku Kara Mustafa stanął na czele armii osmańskiej, którą poprowadził na podbój Wiednia.

Po klęsce wycofał się na Węgry, gdzie jego wojska poniosły kolejną porażkę w bitwie pod Parkanami. Uznany przez Mehmeda IV za winnego obu przegranych starć, z sułtańskiego rozkazu został publicznie uduszony w Belgradzie.

MIEJSCE BITWY

Bitwa została stoczona na pagórkowatym terenie, na prawym brzegu Dunaju, pomiędzy płynącą na południe od miasta rzeką Wiedenką a rozciągającym się na północ od austriackiej stolicy pasmem wzgórz porośniętych gęstym Lasem Wiedeńskim. Bliżej Dunaju nad okolicą dominowały wzgórza Kahlenberg (483 metry) oraz Leopoldsberg (425 metrów), a na zachodzie teren zamykało wzgórze Rosskopf (515 metrów). Ich południowe stoki i teren biegnący ku Wiedniowi zajmowały winnice, zarośla i rowy oraz stosunkowo nieliczne zabudowania chłopskie.

BITWA

W styczniu 1683 roku sułtan Mehmed IV ogłosił początek nowej wojny z „niewiernymi”, której celem miało być zabezpieczenie tureckiego panowania na Węgrzech.

W praktyce oznaczało to rozpoczęcie walki z rządzonym przez Habsburgów Świętym Cesarstwem Rzymskim Narodu Niemieckiego. Osmanom udało się zebrać siły liczące ponad 110 tysięcy żołnierzy (niektóre źródła mówią nawet o 300 tysiącach). Główny trzon armii stanowiło około 30 tysięcy janczarów i 15 tysięcy zaciężnych spahisów.

Oprócz nich na rozkaz padyszacha ze swoimi wojskami stawili się liczni bejlerbejowie, nawet ci z najdalszych prowincji imperium (między innymi Damaszku i Egiptu). Byli także Węgrzy, Mołdawianie i Wołosi. Przybyło również około 15 tysięcy Tatarów krymskich z samym chanem Muradem Gerejem na czele. Dowództwo nad tą największą w XVII wieku turecką armią sułtan powierzył wielkiemu wezyrowi Kara Mustafie. W lipcu 1683 roku wkroczył on w granice Austrii z zamiarem zdobycia Wiednia, co jednak prawdopodobnie nie było do końca zgodne z wolą sułtana. Wojska austriackie wobec przewagi tureckiej zmuszone były do wycofania się w głąb kraju, pozostawiając do obrony stolicy 11 tysięcy regularnych żołnierzy i 5 tysięcy miejskich milicjantów. Dysponowali oni potężną artylerią, złożoną z 350 dział, choć część dział nie była w pełni sprawna, a zapasy prochu i kul nie były duże. Obrońcy nie mogli zatem być pewni sukcesu, tym bardziej że Turcy słynęli w Europie z umiejętności zdobywania twierdz i w niejednej wojnie udowodnili, że ich inżynierowie oraz artylerzyści są znakomitymi specjalistami w tej dziedzinie. Dużą renomą cieszyły się także tureckie służby logistyczne, które z powodzeniem umiały wyżywić i zaopatrzyć nawet liczne armie przez kilka miesięcy trwania wojny. Jedynym ratunkiem dla miasta było zatem szybkie nadejście odsieczy. Na wieść o inwazji tureckiej na Austrię król Jan III Sobieski zdecydował o natychmiastowym zmobilizowaniu wojsk polskich. Aby przyśpieszyć zaciągi (zgodę na koszty wyprawy poza granice kraju musiał wyrazić sejm), król znaczną część wydatków pokrył z własnego skarbca. Kolejne wydatki pokryto z funduszy cesarza Leopolda I, które przywieźli do Polski posłowie austriaccy. Początkowo król sądził, że siłom Rzeczypospolitej przyjdzie operować na Podolu, dlatego chciał skoncentrować wojska koronne i litewskie bliżej Lwowa, ale wobec zagrożenia Wiednia wyznaczył teren koncentracji sił pod Krakowem. Taka decyzja oznaczała, że siły Wielkiego Księstwa Litewskiego prawdopodobnie nie zdążą przybyć na czas. Wiązało się to nie tylko z długą drogą, którą musieli przebyć Litwini, ale i z sabotowaniem rozkazów królewskich przez niechętnych Sobieskiemu litewskich hetmanów. Król mógł zatem liczyć tylko na wojska koronne.

2 sierpnia armia ruszyła spod Krakowa przez Śląsk, Morawy i Czechy ku Austrii. Jan III, któremu towarzyszyli obaj hetmani koronni: hetman wielki Stanisław Jabłonowski i hetman polny Mikołaj Sieniawski, prowadził 25 chorągwi husarskich (3217 koni), 77 chorągwi pancernych (8061 koni), 31 chorągwi jazdy lekkiej (2422 konie), 3 chorągwie arkebuzerii (590 koni), 10 chorągwi dragonów (3587 porcji) oraz 37 regimentów piechoty – zarówno cudzoziemskiego autoramentu, jak i typu polsko-węgierskiego (11 259 porcji). Ponadto wojska koronne miały 28 dział (przeważnie lżejszego typu) i 250 artylerzystów. Armii towarzyszyło od 6 do 8 tysięcy wozów taborowych wraz ze służbą i czeladzią, co oznaczało, że uczestników wyprawy mogło być nawet około 40 tysięcy, w tym ponad 26 tysięcy żołnierzy.

Po miesiącu marszu wojska polskie dotarły do Tulln nad Dunajem i tutaj przeprawiły się przez rzekę. Tutaj także doszło do połączenia się z siłami austriackimi i posiłkami księstw Rzeszy. Siły austriackie liczyły około 12 900 kawalerzystów, około 8100 piechurów i 70 dział. Wojska Rzeszy (Bawarii, Saksonii oraz mniejszych księstw południowo-wschodnich Niemiec) liczyły łącznie około 7500 kawalerzystów, 21 500 piechurów i 54 działa. Organizacja sił austriacko-niemieckich różniła się od wojsk polskich. Jazda – kirasjerzy i rajtarzy – nie dzieliła się na formacje ciężkozbrojne czy lekkozbrojne, nie używała też broni drzewcowej. Jej siła uderzeniowa w porównaniu z polską husarią czy pancernymi była więc zdecydowanie słabsza, ale jazda ta była za to bardziej uniwersalna. Piechota przypominała polskie formacje cudzoziemskiego autoramentu. Była jednak zorganizowana w liczniejsze oddziały i dysponowała nowocześniejszą bronią, na przykład w pewnej części austriackich i niemieckich regimentów wprowadzono już muszkiety z nasadzanym bagnetem.

W Tulln zdecydowano, że naczelne dowództwo przypadnie królowi polskiemu. Austriacy początkowo wysuwali kandydaturę księcia Karola Lotaryńskiego, ale w końcu uznali zwierzchność Jana III i jego wieloletnie doświadczenie w walce z Turkami; 9 września połączone siły wojsk chrześcijańskich ruszyły na Wiedeń. Lewe skrzydło, idące stosunkowo sprzyjającym terenem bezpośrednio najbliżej Dunaju, składało się z wojsk austriackich pod dowództwem księcia Karola. Jego głównym zadaniem było wywabienie jak największych sił tureckich z obozu, zaangażowanie ich w walkę i odwrócenie w ten sposób uwagi od pozostałych sił koalicji. Austriaków wspierać miały siły księstw Rzeszy ustawione w centrum armii chrześcijańskiej. Powierzono je dowództwu feldmarszałka Jerzego Fryderyka księcia Waldeck (świetnie znanego Polakom, bo walczył przeciw nim w czasie potopu szwedzkiego pod Prostkami i Warszawą). Prawe skrzydło, złożone z wojsk polskich, oddano pod komendę hetmana wielkiego Stanisława Jabłonowskiego. Polakom przypadło najtrudniejsze zadanie – przejść przez gęstwiny Lasu Wiedeńskiego i opanować leżące na jego krańcu wzgórza. Drogę wskazywać mieli lokalni przewodnicy, jednak przejście po bezdrożach kilkunastu tysięcy ludzi, koni i 28 armat musiało zająć wiele godzin. Król Jan III planował, że zostanie to wykonane pierwszego dnia bitwy. Dopiero drugiego dnia miano przystąpić do generalnego ataku na obóz turecki.

Kara Mustafa szybko dowiedział się o nadciąganiu wojsk koalicji 10 września. Dwa miesiące wcześniejszych walk przerzedziły szeregi jego armii, ale nadal miał do dyspozycji blisko 70–80 tysięcy żołnierzy, z czego ponad 10 tysięcy w okopach wokół austriackiej stolicy. Osobną siłę stanowili Tatarzy, którzy nieprzydatni w działaniach oblężniczych, pustoszyli okolicę w poszukiwaniu łupu i jasyru. Wierząc w swoją siłę, wezyr wyznaczył do odparcia ataku przede wszystkim oddziały kawalerii, a nieliczne oddziały piechoty janczarskiej wysłał do obsadzenia linii wzgórz w pobliżu Dunaju. Jednocześnie nakazał wojskom oblegającym miasto zdwoić wysiłki. W nocy z 10 na 11 września Turcy podjęli więc jeszcze jedną nieudaną próbę zrobienia wyłomu w murach. O świcie 11 września rozpoczęły się pierwsze walki pomiędzy siłami tureckimi a austriacko-niemieckimi. Początkowo sytuacja układała się po myśli wezyra, ale z czasem piechocie sprzymierzonych po ciężkich walkach udało się wyprzeć oddziały janczarskie i bośniackie z Kahlenbergu i Leopoldsbergu, natomiast kawaleria austriacka odrzuciła jazdę syryjską i spahisów, którzy nie najlepiej radzili sobie w zalesionym i pagórkowatym terenie. Wieczorem wzgórza ostatecznie znalazły się w rękach wojsk sprzymierzonych. Na Kahlenberg dotarł także Jan III Sobieski, ale większość polskich oddziałów nadal przedzierała się przez las. Około godziny 22 ujrzano, jak z wieży katedry Świętego Stefana w Wiedniu obrońcy odpalili race. Był to znak, że do mieszkańców austriackiej stolicy dotarły wieści o nadchodzącej odsieczy. Szykujące się do bitwy wojsko wydało okrzyk radości. Decydujący bój miał nastąpić nazajutrz.

Wstała niedziela, 12 września 1683 roku. Król Jan III mało spał tej nocy, bo o 3 rano był już na Kahlenbergu i rozkazał dragonom austriackim uderzyć w dół zbocza na pozycje nieprzyjaciela. Polski wódz zauważył, że Kara Mustafa właśnie nad Dunajem skoncentrował swoje główne siły. Zamierzał zatem skupić całą uwagę turecką na tym odcinku, aby na przeciwległym krańcu pola bitwy umożliwić jeździe polskiej skryte zajęcie pozycji do ataku.

Dragoni austriaccy ruszyli do ataku. Początkowo nie napotkali silnego oporu, ale gdy zbliżyli się do miejscowości Heiligenstadt i Nussdorf, bój stał się bardziej zacięty. Piechota austriacka, wsparta wkrótce przez roty saskie i bawarskie, systematycznie wypierała janczarów z zajmowanych pozycji i odrzucała kolejne szarże spahisów. W końcu obie miejscowości znalazły się w rękach wojsk sprzymierzonych, które zatrzymały się i zaczęły spoglądać ku zachodowi, oczekując pojawienia się Polaków. Około godziny 13 na szczytach wzgórz zauważono pierwsze proporce husarskie. Na ten widok, jak piszą pamiętnikarze niemieccy, „wojska nasze podniosły wówczas tak straszliwy krzyk, że nawet stojący naprzeciwko nas Turcy wydali się tym wstrząśnięci”. Także Kara Mustafa dojrzał wyłaniające się z lasu polskie chorągwie i zrozumiał, jak wielki błąd popełnił, koncentrując większość sił nad Dunajem. Prawdziwe niebezpieczeństwo nadciągało teraz od strony Lasu Wiedeńskiego. A polski król już szykował swe oddziały do ataku.

Polskie wojska rozciągnęły się w szyku liczącym prawie 6 kilometrów, między wzgórzami Rosskopf a Kahlenberg. Zanim jednak przyszła kolej na jazdę, zaatakować musiała piechota i dragoni. Ich zadaniem było oczyszczenie winnic i wąwozów z ukrytych sił tureckich. Uderzenie piechoty wspierała artyleria, kierowana sprawną ręką generała Marcina Kazimierza Kątskiego. Turcy byli systematycznie wypierani z zajmowanych pozycji.

Widząc odwrót oddziałów tureckich i zdając sobie sprawę z siły nadchodzącego ataku, chan Murad Gerej zdecydował się wycofać swoje czambuły z pola bitwy i uciec przed nadciągającą zagładą. Tatarzy zdobyli w czasie wyprawy wielkie łupy i nie zamierzali teraz ich utracić. Ucieczka Tatarów jeszcze bardziej zachwiała duchem bojowym sił tureckich, które od rana były ustawicznie wypychane z zajmowanych pozycji.

Sobieski początkowo zakładał, że decydujące uderzenie powinno nastąpić w dniu następnym, ale, widząc tak pomyślny rozwój wypadków, zdecydował uderzyć jeszcze przez zmrokiem. Aby upewnić się, że decydujące uderzenie jest rzeczywiście możliwe, wysłał do próbnego ataku jedną chorągiew husarską, wspartą kilkoma chorągwiami pancernymi. Szarża dopadła pozycji tureckich, ale po kilkunastominutowej wymianie ciosów Polacy zawrócili. Sprowokowało to Turków do gwałtownej kontrszarży ku polskim liniom, ale atak ten załamał się w ogniu polskiej i niemieckiej piechoty.

Zbliżała się godzina 18. Zwycięstwo przechylało się zdecydowanie na stronę wojsk chrześcijańskich.

Nad Dunajem książę Karol Lotaryński zbliżał się ku murom Wiednia. Król Jan III dążył jednak nie tylko do uratowania miasta, ale i do całkowitego zniszczenia armii Kara Mustafy. Wydał hetmanowi Jabłonowskiemu rozkaz ataku. Husaria powoli ruszyła w dół zboczy, a za nią podążyły chorągwie pancerne i lekkie. Do idących do szarży Polaków dołączyły również regimenty niemieckie i austriackie. Po chwili ku tureckim pozycjom pędziło 20 tysięcy jeźdźców. Ich uderzenie okazało się straszliwe w skutkach. Obrona turecka pękła i wojsko wezyra rzuciło się do ucieczki. Pędząca za nimi jazda polska nie oszczędzała nikogo, kto znalazł się w zasięgu kopii, koncerza czy szabli. Była to jedna z najsłynniejszych w dziejach szarż husarii polskiej.

Wkrótce walka przeniosła się na teren obozu tureckiego, ale wobec tej pędzącej nawały jeźdźców wszelki opór był daremny. Nikt zresztą nie chciał go stawiać, każdy myślał o ratowaniu życia. Także Kara Mustafa umknął wraz ze świtą, ratując w ostatniej chwili świętą dla wszystkich muzułmanów wielką chorągiew proroka (Sobieski błędnie uznał po bitwie, że wpadła ona w ręce zwycięzców). Obóz turecki wraz z wielką liczbą łupów wpadł w ręce polskie. Bitwa była skończona.

PO BITWIE

Bitwa pod Wiedniem skończyła się pogromem sił tureckich. Zginęło około 15 tysięcy żołnierzy Kara Mustafy, liczba rannych nie jest dokładnie znana. Wielu rannych żołnierze koalicji dobili już po bitwie. Sprzymierzeni stracili około 3500 zabitych i rannych, z czego prawie 1300 stanowili Polacy. Stolica cesarska została ocalona.

Wojna jednak nie była skończona. Znaczna część armii tureckiej zdołała wycofać się i choć utraciła znaczną część uzbrojenia, wszystkie działa oraz zapasy wojenne, to wkrótce ponownie stawiła czoło siłom sprzymierzonym w dwóch bitwach pod Parkanami (7 i 9 października). W pierwszej z nich Turcy osiągnęli pewien sukces (w śmiertelnym niebezpieczeństwie znalazł się Jan III, który o mało nie zginął), ale już w drugiej sprzymierzeni odnieśli kolejne świetne zwycięstwo. W roku następnym Rzeczpospolita, Austria, Wenecja i Państwo Kościelne (a w 1686 roku także Rosja) zawarły antyturecki sojusz zwany Świętą Ligą, którego celem było całkowite zwycięstwo nad Turcją. Niestety, zwycięskiego zakończenia konfliktu w 1699 roku nie doczekał Jan III Sobieski. Król zmarł w 1696 roku. W wyniku wojny Polska odzyskała Podole, ale zdobycze Austrii i Rosji okazały się nieporównywalnie większe i stały się jednym z filarów rozbudowy potęgi tych państw w XVIII wieku.