wersja kontrastowa


10. 1831 Bitwa o Olszynkę Grochowską

 

10.

BITWA O OLSZYNKĘ GROCHOWSKĄ (BITWA POD GROCHOWEM)

25 LUTEGO 1831 ROKU

(PLANSZA 10.)

 

„Walecznych tysiąc opuszcza Warszawę, Przysięga, klęcząc: świadkiem naszym Bóg.

Z bagnetem w ręku pójdziem w świętą sprawę, Śmierć naszem hasłem, niechaj zadrży wróg.

I dobosz zagrzmiał już sojusz zawarty, z panewką próżną idzie w bój pułk czwarty. Wiadoma światu ta sławna Olszyna, Gdzie nieprzyjaciel twardym murem stał. Paszcz tysiąc zieje, rzeź krwawa się wszczyna Już mur zwalony, nie padł ani strzał; Okropny postrach poniósł tłum rozżarty, Spokojnie wrócił do Pragi pułk czwarty”.

Julius Mosen, Die letzten Zehn vom vierten Regiment, tytuł polski: Walecznych tysiąc, tłum. J. N. Kamiński, w: www.tekstowo.pl/piosenka,patriotyczne,walecznych_tysiac. html [dostęp 3.11.2020].

WALCZĄCE STRONY

Wojsko Polskie i armia rosyjska

WODZOWIE

WOJSKO POLSKIE

Generał Józef Grzegorz Chłopicki (14 marca 1771 – 30 września 1854) był jednym z najbardziej doświadczonych weteranów epoki napoleońskiej. Szlify francuskiego generała brygady otrzymał w 1809 roku, mając za sobą już ponad 25 lat służby w wojsku polskim i rosyjskim, udział w wojnie 1792 roku oraz w insurekcji kościuszkowskiej w 1794 roku. Po upadku Rzeczypospolitej wstąpił do Legionów Polskich we Włoszech, gdzie w 1799 roku został szefem batalionu. W Legionach przyszło mu walczyć zarówno z regularnymi wojskami austriackimi, neapolitańskimi i rosyjskimi, jak i z insurgentami rzymskimi i neapolitańskimi. Doświadczenia z tych walk wpłynęły znacząco na jego niechęć do wszelkiego rodzaju formacji nieregularnych i powstańczych.

W 1806 roku awansował na pułkownika Legii Polsko-Włoskiej. Po przekształceniu jej przez Napoleona w Legię Nadwiślańską ruszył z nią na czele do Hiszpanii, gdzie w pełni pokazał talent znakomitego dowódcy piechoty. Kampania ta została doceniona zarówno przez Francuzów (jego nazwisko jest wyryte na Łuku Triumfalnym w Paryżu), jak i Polaków.

Po upadku Napoleona Chłopicki wstąpił do Wojska Polskiego w stopniu generała dywizji. Został dowódcą 1. dywizji piechoty. Jego karierę przerwał konflikt z wielkim księciem Konstantym, który był Naczelnym Wodzem Wojska Polskiego. Chłopicki półtora roku spędził dobrowolnie w areszcie domowym, odmawiając pogodzenia się z wielkim księciem, co zostało odebrane z entuzjazmem w społeczeństwie polskim i wpłynęło na wzrost popularności generała. W końcu ybuch powstania listopadowego w 1830 roku generał przyjął z niechęcią. Nie wierzył w powodzenie zrywu. Zgodził się wprawdzie zostać dyktatorem powstania, ale hamował zaciąg do wojska i szukał dróg porozumienia z carem. Gdy okazało się to niemożliwe, złożył dymisję. Po wybuchu wojny polsko-rosyjskiej został cywilnym doradcą Naczelnego Wodza, księcia Michała Radziwiłła. Jego nieformalny status w armii podkreślało cywilne ubranie, które nosił w czasie bitwy pod Grochowem.

Generał Michał Gedeon Radziwiłł (24 września 1778 – 24 maja 1850) miał opinię dobrego człowieka, ale zarzucano mu słabość charakteru niepasującą żołnierzowi. Był przedstawicielem jednego z najpotężniejszych rodów magnackich w Rzeczypospolitej, synem wojewody wileńskiego i dziedzicem Nieborowa. Jego koligacje rodzinne sięgały dworu w Petersburgu i w Berlinie. Karierę wojskową rozpoczął w czasie insurekcji kościuszkowskiej.

W 1806 roku znalazł się w szeregach utworzonej u boku Francji Legii Północnej, nad którą w styczniu 1807 roku objął komendę. Na czele legionistów pułkownik Radziwiłł odznaczył się w czasie walk o Gdańsk. Po zakończeniu wojny Francji z IV koalicją Radziwiłł został dowódcą 5. pułku piechoty, który najpierw stacjonował w Częstochowie, a następnie w Gdańsku. W jego obronie walczył w 1813 roku.

W 1815 roku Radziwiłł trafił do 1. dywizji piechoty jako generał nadliczbowy, ale szybko został zdymisjonowany.

Po wybuchu powstania listopadowego znalazł się w składzie rządu powstańczego, a 20 stycznia 1830 roku, po dymisji.

IMPERIUM ROSYJSKIE

Feldmarszałek Iwan Dybicz (13 maja 1785 – 10 czerwca 1831) – właściwie Hans Karl von Diebitsch, feldmarszałek rosyjski. Po ukończeniu nauki w Berlińskim Korpusie Kadetów, w 1801 roku zaciągnął się do gwardii carskiej. Brał udział w bitwach z Napoleonem pod Austerlitz (1805), Iławą Pruską i Frydlandem (1807). Odegrał ważną rolę w kampanii 1812 roku. Od 1813 roku był jednym z najbliższych i najbardziej zaufanych współpracowników cara Aleksandra I, a następnie Mikołaja I. W 1829 roku został mianowany dowódcą rosyjskiej Armii Naddunajskiej, na czele której pokonał wojska tureckie pod Kulewczą i Adrianopolem.

Za swoje zwycięstwa otrzymał od cara stopień feldmarszałka, tytuł hrabiowski oraz przydomek „Zabałkański”. W grudniu 1830 roku został mianowany dowódcą sił rosyjskich skierowanych do stłumienia powstania w Królestwie Polskim. Feldmarszałek liczył, że pokona Polaków jednym śmiałym uderzeniem

MIEJSCE BITWY

Wojska rosyjskie miały nadciągnąć od strony Siedlec, dlatego Chłopicki zdecydował się na wydanie bitwy na przedpolu Pragi. Na początku XIX wieku obszar ten był podmokłą doliną, co jednak w warunkach zimowych nie stanowiło zbyt trudnej przeszkody. Dolina poprzecinana była kilkoma suchymi przejściami i długim szerszym pasem ciągnącym się wzdłuż szosy siedleckiej, od Wawra poprzez Grochów i rozszerzającym się ku Pradze. Z północy biegła jeszcze wąska, położona między bagnami droga przez Ząbki, wychodząca na dogodny, suchy teren dopiero niedaleko Wisły. Pomiędzy Kawęczynem a Grochowem znajdował się lasek olszynowy – Olszynka Grochowska, który poprzecinany był głębokimi rowami, a z północy i południa osłonięty bagnami. Lasek rozciągał się z południa na północ na około 1,5 kilometra, a ze wschodu na zachód – na kilometr. Broniące się w nim oddziały mogły z powodzeniem wykorzystać rowy i bagna jako naturalną barierę dla nacierającego przeciwnika.

BITWA

Główne oddziały Dybicza w sile 65 tysięcy żołnierzy, w tym 48,5 tysiąca piechoty, czyli 65 batalionów, i 10 tysięcy jazdy (86 szwadronów), wspierane przez 228 dział, zbliżyły się do Warszawy już 19 lutego 1931 roku, maszerując wzdłuż szosy z Siedlec. Lewe skrzydło rosyjskie generała Piotra Pahlena obsadziło teren między Wawrem a leżącą przy szosie karczmą Wygoda (wdając się przy tej okazji w kilkugodzinną potyczkę z polskimi dywizjami generałów Szembeka i Żymirskiego). Prawe skrzydło generała Grigorija Rosena ustawiło się na północ od szosy i sięgało aż po Kawęczyn. W środku, w pobliżu karczmy Wygoda, zajęła pozycje rosyjska kawaleria. Dybicz, zdając sobie sprawę ze strategicznego znaczenia znajdującej się przed rosyjskimi pozycjami Olszynki Grochowskiej, już 20 lutego spróbował wyprzeć stacjonujące w lasku polskie oddziały z dywizji generała Jana Skrzyneckiego, ale ataki rosyjskie zostały dość łatwo zatrzymane. W tej sytuacji feldmarszałek zdecydował się lepiej przygotować się do walki, licząc na wsparcie idącego z północy ku Białołęce korpusu grenadierów generała Iwana Szachowskiego. Rosyjski dowódca zakładał, że wchodzące w jego skład 15 tysięcy żołnierzy z 56 działami może wyjść na tyły polskich pozycji pod Grochowem i tym samym doprowadzić do klęski powstańców zaatakowanych od czoła przez Pahlena i Rosena.

Chłopicki znakomicie zdawał sobie sprawę z zaistniałej sytuacji. 24 lutego skierował w stronę Białołęki 1. dywizję piechoty generała Jana Krukowieckiego i 16 dział z zadaniem zatrzymania marszu Szachowskiego. Pozostałe siły zamierzał wykorzystać do rozprawy z Dybiczem. Zadanie obrony Olszynki powierzył generałowi Franciszkowi Żymirskiemu i jego 2. dywizji piechoty, którą wspierać miała 3. dywizja generała Jana Skrzyneckiego. Na południe od Szosy Brzeskiej pozycje zajęła 4. dywizja generała Piotra Szembeka. Za piechotą, w okolicach pomnika Budowniczych Szosy Brzeskiej (tzw. Żelaznego Słupa), pozycję zajął korpus kawalerii generała Tomasza Łubieńskiego. W niewielkiej odległości od niego swoje stanowisko zajął Naczelny Wódz książę generał Michał Radziwiłł. W sumie Polacy dysponowali 32 batalionami piechoty i 69 szwadronami jazdy, których wspierało około 120 armat.

Fakt, że Królestwo Polskie w 1815 roku zostało połączone unią z Rosją, a Wojsko Polskie było podporządkowane carowi, sprawił, że armie polska i rosyjska były zorganizowane prawie identycznie. W obu armiach dywizja piechoty składała się z sześciu pułków: czterech piechoty liniowej i dwóch pułków strzelców pieszych (z rosyjska jegierskich). Każdy pułk tworzyły dwa bataliony. Żołnierze uzbrojeni byli w karabiny z bagnetami oraz tasaki, a w ładownicach mieli po 60 ładunków. Część polskich pułków, sformowanych już po wybuchu powstania, była uzbrojona w kosy.

Podobne krojem były również mundury, choć w lecie różniły się one barwą – Polacy nosili granatowe z żółtymi wyłogami, Rosjanie – mundury zielone. W okresie zimowym zarówno polscy, jak rosyjscy żołnierze nosili identyczne szare płaszcze, a czaka owijali w nieprzemakalne, czarne pokrowce. Piechurów wyróżniały białe pasy do ładownic i tasaków, a strzelców (jegrów) – pasy czarne. Kolorowe były za to naramienniki z numerami dywizji, a każdy kolor oznaczał miejsce danego pułku w danej jednostce. I tak na przykład polski słynny 4. pułk piechoty liniowej nosił naramienniki białe z czerwoną cyfrą „2”, co oznaczało, że był drugim pułkiem w 2. dywizji (cyfra oznaczała numer dywizji). Wobec tak podobnego umundurowania Dybicz nakazał, aby rosyjscy żołnierze dla rozróżnienia mieli wetknięte w czaka gałązki choiny.

Większe różnice w umundurowaniu i organizacji były w kawalerii. Jazdę polską tworzyły przede wszystkim pułki ułanów i strzelców konnych. Rosjanie też mieli formacje tego typu, ale dodatkowo w skład ich armii wchodzili odziani w pancerze kirasjerzy, lekkozbrojni huzarzy oraz nieregularne formacje Kozaków. Z kolei w artylerii rosyjskiej, w przeciwieństwie do sił polskich, nie występowali rakietnicy, co miało znacząco zaważyć na przebiegu bitwy grochowskiej.

Bitwa rozpoczęła się niespodziewanie o świcie 25 lutego 1831 roku atakiem sił polskich na wojska Szachowskiego w Białołęce. Huk dział zaniepokoił Dybicza, który w obawie, że Polacy mogą zniszczyć siły Szachowskiego, zrezygnował z zamiaru obejścia polskich pozycji i zdecydował się na rozpoczęcie frontalnego ataku na Olszynkę. Atak miał poprzedzić ostrzał lasu przez rosyjską artylerię.

Około godziny 9 Rosjanie otworzyli ogień, jednak rosyjscy kanonierzy źle wycelowali swoje działa i większość wystrzelonych kul leciała za wysoko, nie czyniąc szkody stojącym wśród drzew żołnierzom Żymirskiego. Po prawie trzech kwadransach intensywnego ognia ruszyła do ataku rosyjska piechota. Dybicz, nie znając w pełni wielkości polskich sił w Olszynce, skierował najpierw do walki pięć batalionów piechoty. Żołnierze ruszyli w rytm werbli, ściśnięci w zwartych kolumnach, maszerując ku polskim pozycjom z szybkością około 60 kroków na minutę. Gdy tyko znaleźli się na równinie, otworzyła do nich ogień polska artyleria, strzelając najpierw litymi kulami, a potem kartaczami. Mimo strat Rosjanie parli jednak do przodu, doszli do Olszynki, gdzie zawrzał zażarty bój na bagnety z pułkami dywizji Żymirskiego. Polakom udało się wyprzeć Rosjan, ale Dybicz nie dał za wygraną i skierował do walki kolejne bataliony. Lasek dwukrotnie przechodził z rąk do rąk, aż w końcu przewaga Rosjan zaczęła przygniatać walczących Polaków. Około 11:00 Dybicz wprowadził do walki 18 batalionów, którym skrwawionych 12 batalionów 2. dywizji mogło nie dać już rady. Chłopicki nie zamierzał jednak wzmacniać polskich sił, a Żymirskiemu kazał „zębami się trzymać”. W końcu jednak Polacy musieli opuścić Olszynkę.

W zaistniałej sytuacji Chłopicki zdecydował się osobiście poprowadzić polski kontratak. Na czele 16 batalionów uderzył na Olszynkę. Generał szedł w pierwszym szeregu z karabinem w rękach, w cywilnym płaszczu i cygarem w ustach, a postępujące za nim bataliony śpiewały „Jeszcze Polska nie zginęła”. Ponownie doszło do zaciekłej walki na bagnety w środku lasu, ale impet polskiego uderzenia był tak duży, że żołnierze rosyjscy nie wytrzymali i w panice rzucili się do ucieczki ku swoim pozycjom. Za nimi postępował polski atak, który w pewnej chwili tak bardzo zbliżył się do stanowisk rosyjskiej artylerii, że wydawało się, iż Polacy zdobędą i tę pozycję. Polski uczestnik bitwy tak wspominał ten moment:

„[...] dwie polskie dywizje wybiegają z Olszynki, pędząc przed sobą całą prawie piechotę rosyjską w bezładny tłum się rozbiegającą [...]. Armia rosyjska w jednej połowie rozbita, w drugiej przerażona i zmieszana – trzeba ją tylko rozproszyć, zwycięstwo zaczęte, trzeba go tylko dokonać”.

(W. Chrzanowski, Opisanie bitwy grochowskiej, Kraków 1917, s. 85).

Widząc odwrót swoich sił, Dybicz postanowił osobiście interweniować. On także wiedział, jak wielkie znaczenie dla żołnierzy ma przykład dany przez dowódcę. Zaczął zawracać uciekających żołnierzy, a następnie stanął na czele świeżych batalionów i powiódł je do ataku. W sumie na pozycje polskie ruszyło 27 batalionów rosyjskich.

W tej sytuacji Chłopicki zdecydował się sięgnąć do odwodów i wezwał na plac boju 1. dywizję Krukowieckiego oraz kawalerię generała Łubieńskiego. W tym momencie losy boju mogły zostać rozstrzygnięte, ale tak się nie stało. Zarówno Krukowiecki, jak Łubieński odmówili wykonania rozkazu, argumentując, że Chłopicki nie jest formalnym wodzem, a oni słuchają tylko poleceń Radziwiłła. Zdesperowany Chłopicki opuścił około 14:00 Olszynkę i pojechał pod Żelazny Słup do księcia, aby zdobyć stosowne rozkazy. Było już jednak za późno. Przeważające siły Dybicza zdołały w tym czasie definitywnie wyprzeć Polaków z Olszynki i szykowały się do wyjścia na równinę praską. Chłopicki chciał jeszcze przygotować kontruderzenie, ale w tym momencie rosyjski pocisk eksplodował pod koniem generała i zranił go ciężko w obie nogi. Zanim polski wódz został zniesiony z pola bitwy, zdołał jeszcze przekazać dowodzenie Skrzyneckiemu. Ten zdecydował się na odwrót, licząc, że nadchodzący zmrok pozwoli uniknąć klęski.

To, co nie udało się Chłopickiemu, udało się Rosjanom. Widząc odwrót sił polskich, Dybicz zdecydował się rzucić do walki swoją kawalerię. Główna rola w szarży miała przypaść kirasjerom pułku księcia Alberta Pruskiego, a celem miało być odcięcie sił polskich od mostu na Wiśle. Gdyby to się powiodło, los armii polskiej i powstania byłby przesądzony.

Na szczęście dla Polaków ustawienie jazdy do szarży zajęło Rosjanom prawie godzinę. Dopiero około 16:00 nawała jeźdźców ruszyła na polskie oddziały, które w tym czasie zdołały uformować już szyki pozwalające na odparcie szarży. Kirasjerzy z brawurą (wywołaną prawdopodobnie zbyt dużą dawką alkoholu) uderzyli na 4. pułk piechoty liniowej, ale salwa oddana przez Polaków z bliskiej odległości zdziesiątkowała ich szeregi. Kirasjerzy ominęli więc piechotę i ruszyli dalej, ale zaraz zagrodziły im drogę szwadrony 2. pułku ułanów. Do odparcia rosyjskiej szarży w niemałym stopniu przyczynili się też polscy rakietnicy, którzy wystrzelili salwę rakiet w stronę rosyjskich pozycji. Ta nieznana Rosjanom broń, nadlatująca z głośnym sykiem i ciągnąca za sobą ognisty ogon, nie uczyniła wielkiej szkody, ale wzbudziła panikę i wywołała popłoch wśród koni, co ostatecznie doprowadziło do załamania się szarży kirasjerów księcia Alberta. W sumie pułk ten poniósł w bitwie pod Grochowem straty sięgające aż 80 procent stanu.

Po odparciu rosyjskiej szarży, Polacy pod osłoną artylerii w porządku opuścili pole bitwy. Około 18:00 Dybicz połączył się z korpusem Szachowskiego. Rosyjscy generałowie namawiali feldmarszałka, aby wykorzystał okazję i uderzył na Pragę. Ten jednak, będąc pod wrażeniem postawy polskiej armii oraz poniesionych strat, stanowczo odmówił. Około godziny 21 umilkły ostatnie wystrzały. Rosjanie rozbili obozowiska na zdobytym placu boju, a po kilku dniach wycofali się spod Warszawy.

„Tak skończyła się ta pamiętna batalia, bez wodza prawie, bez związku, przy niesubordynacji i zawiści niektórych generałów, przy niewypełnionych rozkazach, nie zostaliśmy złamani, nie stracili armat, niewolnika więcej wzięli, jak nieprzyjaciel ujął, kilkaset tylko kroków ustąpiliśmy pola.

[...] Nieszczęśliwy granat, pękając pod koniem Chłopickiego, pozbawił nas wygranej, której skutków dla ojczyzny naszej i dla całej Europy nikt obrachować nie zdoła” – napisał po latach adiutant Chłopickiego, kapitan Ignacy Kruszewski.

SKUTKI BITWY

Bitwa o Olszynkę Grochowską była największą bitwą stoczoną samodzielnie przez Polaków w XIX wieku. W czasie 12-godzinnego boju Rosjanie stracili ponad 9500 zabitych i rannych (w samym tylko lasku padło ich około 5000), Polakom ubyło z szeregów około 7400 ludzi, przede wszystkim z 2. dywizji Żymirskiego (około 40 procent stanu). Bolesną stratą było zranienie Chłopickiego (który już nie powrócił do walki) oraz śmierć bohaterskiego obrońcy Olszynki generała Żymirskiego.

Bitwa pozostała nierozstrzygnięta. Rosjanie zostali panami pola bitwy, ale nie udało im się zdobyć polskiej stolicy. Inicjatywa przeszła w ręce polskie, co pozwala uznać starcie za polski sukces. Jego echo odbiło się głośno w Europie i przysporzyło sprawie polskiej i powstaniu wielu sympatyków.

Po upadku powstania zawsze pamiętano o rocznicy bitwy, śpiewano o niej w pieśniach, wspominano w wierszach, a z gałązek olchowych zabranych z Olszynki wyrabiano pamiątkowe krzyżyki i emblematy narodowe.