wersja kontrastowa


12. 1939 Bitwa nad Bzurą

 

12.

BITWA NAD BZURĄ (BITWA POD KUTNEM)

9–22 WRZEŚNIA 1939 ROKU

(PLANSZA 12.)

 

„Polska [...] zwycięstwa w walnej bitwie poszukać nie musiała i nie mogła. Musiała i mogła tylko wytrwać przez czas nie dający się bliżej określić. Musiała jak najdłużej wiązać przeciwnika, zużywając jego siły. Polska mogła się bronić dowolnie, czyli na terenach przez siebie wybranych i na miarę swych skromnych przygotowanych środków”.

Tadeusz Kutrzeba, Wojna bez walnej bitwy, Warszawa 1998, s. 202.

WALCZĄCE STRONY

Rzeczpospolita Polska i III Rzesza Niemiecka

DOWÓDCY

WOJSKO POLSKIE

Generał Tadeusz Kutrzeba (15 kwietnia 1885 – 8 stycznia 1947) wstąpił do cesarsko-królewskiej armii austro-węgierskiej w 1903 roku, rozpoczynając studia na Wydziale Inżynieryjnym Wojskowej Akademii Technicznej. Ukończył je z wynikiem celującym i awansem na podporucznika.

W czasie I wojny światowej służył w formacjach saperów, a także pełnił funkcje sztabowe na froncie serbskim, potem rosyjskim, włoskim, rumuńskim i ponownie rosyjskim, zdobywając opinię zdolnego sztabowca. Dzięki temu, po rozpadzie Austro-Węgier, znalazł się w Wojsku Polskim w Sztabie Generalnym Wojska Polskiego. Opracował plan działania sił polskich pod Dyneburgiem w styczniu 1920 roku, za co otrzymał order Virtuti Militari. Następnie uczestniczył w wyprawie kijowskiej, a potem w Bitwie Warszawskiej, gdzie pełnił funkcję szefa sztabu w armiach dowodzonych przez generała Edwarda Rydza-Śmigłego. Po wojnie wrócił do pracy w Sztabie Generalnym, stając się jednym z jego najważniejszych członków. W czasie zamachu majowego opowiedział się przeciw Piłsudskiemu, ale nie zaszkodziło to jego karierze, bowiem już w marcu 1927 roku otrzymał awans generalski, a w 1928 roku stanowisko komendanta Wyższej Szkoły Wojennej. Pełnił je do wybuchu wojny, łącząc je od 1935 roku z pracami w Generalnym Inspektoracie Sił Zbrojnych oraz z funkcją inspektora armii.

W kampanii wrześniowej 1939 roku powierzono mu dowództwo Armii „Poznań”, na której czele uczestniczył w bitwie nad Bzurą. Następnie brał udział w obronie Warszawy, a pod koniec walk negocjował warunki kapitulacji stolicy. Resztę wojny spędził w niemieckiej niewoli, a po wyzwoleniu wyjechał do Wielkiej Brytanii.

Kutrzebę uważano za najbardziej wykształconego i zdolnego polskiego generała sztabowego i teoretyka wojskowości, któremu jednak brak było zdecydowania i konsekwencji w realizacji wyznaczonych sobie celów dowódczych.

Generał Władysław Bortnowski (12 listopada 1891 – 21 listopada 1966) już przed wybuchem I wojny światowej wstąpił w szeregi działających w Galicji patriotycznych organizacji paramilitarnych związanych z Piłsudskim. Po wybuchu I wojny światowej znalazł się w Legionach Polskich, rozpoczynając służbę jako dowódca plutonu. Po kryzysie przysięgowym w 1917 roku został internowany w Beniaminowie. W 1918 roku wstąpił do Wojska Polskiego i wziął udział w odsieczy Lwowa. W czasie wojny polsko-bolszewickiej służył w elitarnej 1. dywizji piechoty Legionów, a potem jako szef sztabu w 3. armii. Po wojnie został skierowany na studia do Wyższej Szkoły Wojennej w Paryżu. Po powrocie pełnił różne funkcje dowódcze, a w grudniu 1931 roku został awansowany na pierwszy stopień generalski. W październiku 1938 roku stanął na czele Samodzielnej Grupy Operacyjnej „Śląsk”, która wkroczyła na Zaolzie.

Tuż przed wybuchem wojny należał do grona najbliższych współpracowników marszałka Rydza-Śmigłego, a wielu widziało w nim kandydata na następcę Naczelnego Wodza. W obliczu zbliżającej się wojny z Niemcami powierzono mu dowództwo Armii „Pomorze”. Błędy w rozlokowaniu podległych mu dywizji oraz nieumiejętne dowodzenie doprowadziły do rozbicia części sił Armii „Pomorze” już w pierwszych dniach walk, co wpłynęło na stan psychiczny generała. W czasie bitwy nad Bzurą dostał się do niewoli. Po wojnie przebywał na emigracji w Wielkiej Brytanii, a potem w Stanach Zjednoczonych.

WEHRMACHT

Feldmarszałek Gerd von Rundstedt (12 grudnia 1875 – 24 lutego 1953) – jeden z najważniejszych dowódców niemieckich w czasie II wojny światowej. Wywodził się z pruskiej rodziny o wojskowych tradycjach. Po ukończeniu szkoły kadetów wstąpił w 1893 roku do wojska. Ukończył Szkołę Wojenną w Hanowerze, a następnie został skierowany do elitarnej Pruskiej Akademii Wojskowej w Berlinie, którą ukończył w 1906 roku. W czasie I wojny światowej służył na froncie tureckim oraz francuskim, kończąc służbę w armii cesarskiej w stopniu majora. W Republice Weimarskiej znalazł się w szeregach Reichswehry, zdobywając w 1927 roku stopień generała majora, a dwa lata później generała porucznika. W 1938 roku przeszedł w stan spoczynku, ale tuż przed atakiem na Polskę wrócił do służby w stopniu generała pułkownika i objął dowództwo Grupy Armii „Południe”. Dowodził nią w czasie bitwy nad Bzurą.

W kolejnych latach brał udział w kampanii na Zachodzie (za co otrzymał awans na feldmarszałka) oraz w operacji „Barbarossa”, czyli w ataku na ZSRS. W 1944 roku dowodził we Francji i Holandii, a także kierował ostatnią ofensywą niemiecką w Ardenach. Po wojnie, oskarżony o zbrodnie wojenne, nie stanął przed sądem ze względu na stan zdrowia.

Generał Johannes Blaskowitz (10 lipca 1883 – 5 lutego 1948) – we wrześniu 1939 roku dowódca niemieckiej 8. armii w składzie Grupy Armii „Południe”. Uczestnik I wojny światowej i żołnierz Reichswehry. W czasie II wojny światowej walczył w Polsce, Francji i Holandii. Oskarżony o liczne zbrodnie wojenne, popełnił samobójstwo w czasie procesu norymberskiego.

Generał Walter von Reichenau (8 października 1884 – 17 stycznia 1942) – we wrześniu 1939 roku dowódca niemieckiej 10. armii w składzie Grupy Armii „Południe”. Walczył w I wojnie światowej, a potem służył w Reichswehrze. Był fanatycznym zwolennikiem nazistów. Po pokonaniu Polski uczestniczył w inwazji niemieckiej na Zachodzie, a potem na Związek Sowiecki. Już w czasie kampanii w Polsce, a później w ZSRS, odpowiedzialny był za liczne zbrodnie wojenne, popełniane przez podległe mu jednostki.

MIEJSCE BITWY

Bitwa nad Bzurą (w historiografii zachodniej nazywana częściej bitwą pod Kutnem) została stoczona na szerokim pasie po obu brzegach Bzury, pomiędzy Łęczycą a Sochaczewem. Szczególnie zacięte walki toczyły się wokół Łęczycy, Strykowa, Głowna, Łowicza, Witkowic i Sochaczewa. W ostatniej fazie bitwy terenem walk stała się także Puszcza Kampinoska, przez którą przebijały się do Warszawy rozbite polskie oddziały.

BITWA

Przygotowując plan ataku na Polskę, niemieccy sztabowcy wyznaczyli dwa główne kierunki ataku: pierwszy na tzw. korytarz pomorski i dalej z Prus Wschodnich od północy ku Warszawie (tutaj atakować miała Grupa Armii „Północ”), drugi – przez Śląsk i Małopolskę, gdzie nacierać miała Grupa Armii „Południe”. W ciągu pierwszych trzech dni walk Niemcom udało się odrzucić od granicy polskie oddziały, zadając im znaczne straty. Szczególnie dramatyczne walki stoczyły na Pomorzu i w Borach Tucholskich dywizje podporządkowane generałowi Władysławowi Bortnowskiemu.

Częściowo rozbite przystąpiły do pospiesznego odwrotu, a ich dowódca, wstrząśnięty rozmiarami i szybkością poniesionej klęski, zdradzał objawy załamania nerwowego. Odwrót ku Warszawie rozpoczęły też oddziały Armii „Modlin”, wyparte przez Niemców z pozycji pod Mławą.

W centralnej Polsce po trzech dniach walk granicznych także doszło do generalnego odwrotu pobitych polskich formacji. Niemcy przerwali front na odcinku obrony Armii „Łódź” i rozpoczęli szybki marsz ku Warszawie, docierając do stolicy Polski już 8 września. Oddziały Armii „Łódź”, porzucone przez swego dowódcę generała Juliusza Rómmla, cofały się w stronę Modlina, licząc na wsparcie ze strony będącej w odwodzie Armii „Prusy”. Nadzieje te były płonne, bowiem między 4 a 9 września większość sił armii odwodowej została zniszczona, a jej dowódca, generał Stefan Dąb-Biernacki, pozostawił pozostałe oddziały własnemu losowi.

Gdy niemieckie czołgi dotarły do Warszawy, niemieccy dowódcy spodziewali się, że wojna z Polską właściwie jest już rozstrzygnięta. Nie zdawali sobie sprawy, że ich wywiad przeoczył wycofującą się z Wielkopolski i niebiorącą do tej poru udziału w walkach Armię „Poznań” generała Tadeusza Kutrzeby. Armię tę tworzyło pięć dywizji piechoty oraz dwie brygady kawalerii, dysponowała ona także siłami powietrznymi. Kutrzeba kilka razy zwracał się do marszałka Edwarda Śmigłego-Rydza o zgodę na wsparcie oddziałów Armii „Łódź”, ale takiego pozwolenia nie otrzymał. Oddziały Kutrzeby miały kontynuować odwrót za Wisłę, co prowadziło jednak do upadku morale żołnierzy i groziło odkryciem tak dużych sił polskich przez niemieckie lotnictwo.

7 września doszło do spotkania Kutrzeby z cofającymi się wojskami Armii „Pomorze”. Na naradzie obu dowódców armii ustalono, że w zaistniałej sytuacji należy wykorzystać zaskoczenie i przejść do natarcia. O planowanej operacji poinformowano Naczelnego Wodza. Celem uderzenia miała być niemiecka 8. armia, której oddziały wyprzedzały Polaków w drodze do Warszawy o dwa dni marszu. Jednocześnie jednak Niemcy nadmiernie rozciągnęli swoje linie i nie zabezpieczyli swojego północnego skrzydła, bowiem nie spodziewali się z tej strony obecności znaczących sił polskich.

W nocy z 8 na 9 września marszałek Rydz-Śmigły drogą radiową wysłał do generała Kutrzeby radiogram z hasłem „Słońce wschodzi!”. Była to zgoda na przeprowadzenie operacji. Polskie uderzenie miało zostać wyprowadzone między Łęczycą a Piątkiem w kierunku na Stryków, Głowno i lasy skierniewickie, gdzie znajdowały się otoczone ocalałe oddziały Armii „Łódź”. Atak miała przeprowadzić, wydzielona z Armii „Poznań”, Grupa Operacyjna generała Edmunda Knoll-Kownackiego, złożona z 14., 17. i 25. dywizji piechoty oraz Wielkopolskiej Brygady Kawalerii, Podolskiej Brygady Kawalerii i resztek Pomorskiej Brygady Kawalerii. W drugiej kolejności miała wejść do akcji Grupa Operacyjna generała Mikołaja Bołtucia, złożona z 4. i 16. dywizji piechoty oraz pozostałych sił Armii „Pomorze”. Łącznie generał Kutrzeba miał do dyspozycji około 220 tysięcy żołnierzy, skupionych w ośmiu dywizjach piechoty oraz trzech brygadach kawalerii.

Atak rozpoczął się 9 września w godzinach popołudniowo-wieczornych. Pierwszy impet Polaków spadł na niemiecką 30. dywizję piechoty, wchodzącą w skład 8. armii. W wyniku walk dywizja ta poniosła duże straty w ludziach i sprzęcie.

Nacierającym pułkom wielkopolskim udało się odbić z rąk agresora między innymi Łęczycę, Piątek, Walewice oraz osiągnąć linię Ozorków–Stryków.

Zaskoczone dowództwo 8. armii, aby nie dopuścić do przerwania swoich linii komunikacyjnych, zostało zmuszone do przerzucenia w rejon bitwy większości swoich sił, przede wszystkim 24., 10. i 17. dywizje piechoty oraz pozostającą w rezerwie Grupy Armii „Południe” 221. dywizję piechoty. Rozkaz wsparcia 8. armii otrzymały również jednostki 10. armii, także te, które docierały już na przedpola Warszawy lub pod Radomiem i Iłżą walczyły z niedobitkami Armii „Prusy”. W sumie 10. armia skierowała w rejon walk 1. i 4. dywizje pancerne, 2. i 3. dywizje lekkie, 13. i 29. dywizje piechoty zmotoryzowanej oraz dwie zwykłe dywizje piechoty – 14. i 31. W ten sposób Niemcy zgromadzili do walki z wojskami generałów Kutrzeby i Bortnowskiego ponad 420 tysięcy żołnierzy, skupionych w trzynastu dywizjach, w tym sześciu pancernych lub zmechanizowanych. Niemców wspierało też lotnictwo przydzielone do Grupy Armii „Południe”.

Między 9 a 12 września inicjatywa leżała po stronie polskiej. Walki były niezwykle zacięte, obie strony poniosły znaczne straty, ale z każdym dniem opór niemiecki tężał i stało się jasne, że impet polskiego ataku traci na sile. W tej sytuacji generał Kutrzeba zdecydował o skierowaniu uderzenia na wschód na Łowicz i w dalszej perspektywie na Sochaczew i Skierniewice. Rejon ten zajmowała niemiecka 24. dywizja piechoty. Zadanie jej odrzucenia zostało powierzone Grupie Operacyjnej generała Bołtucia. 11 września wieczorem żołnierze 16. Pomorskiej Dywizji Piechoty uderzyli na Łowicz.

Mimo że Niemcy dysponowali przewagą w sprzęcie, żołnierze dywizji w nocnych walkach opanowali miasto, na którego ulicach niejednokrotnie dochodziło do walki na bagnety. Następnego dnia polskie oddziały otrzymały rozkaz odwrotu, a Łowicz ponownie znalazł się w rękach niemieckich.

Wobec wzrastającej przewagi wroga generał Kutrzeba zaproponował, aby generał Bortnowski przejął dowodzenie i poprowadził atak grupy generała Bołtucia oraz 26. dywizji piechoty na Łowicz i Sochaczew, celem otworzenia drogi odwrotu na Warszawę. W tym czasie jednostki Armii „Poznań” miały dokonać przegrupowania nad dolną Bzurą i wejść do akcji po osiągnięciu Sochaczewa.

14 września wojska generała Bołtucia ponownie ruszyły do ataku na Łowicz. Miasto było jednak silniej umocnione przez Niemców (18. dywizja piechoty) i walki ponownie przybrały zaciekły charakter. Polska piechota poniosła duże straty w czasie forsowania Bzury i wyparcia niemieckich piechurów z części miasta. Zdecydowanie gorzej rozwinęło się za to natarcie 26. dywizji piechoty na wschód od Łowicza. Po napotkaniu silnego oporu jej uderzenie zostało wstrzymane na rozkaz generała Bortnowskiego, który na niesprawdzoną wieść o nadciąganiu niemieckich sił pancernych załamał się i, bez konsultacji z generałem Kutrzebą, nakazał generalny odwrót na lewy brzeg Bzury wszystkim podległym sobie oddziałom. Decyzja ta doprowadziła do niepowodzenia uderzenia na Łowicz, a cofające się polskie pułki trafiły pod silny ostrzał niemieckiej artylerii i ataki z powietrza. Doprowadziło to do wysokich strat i unicestwienia części sił Armii „Pomorze”.

Sam Bortnowski 21 września dostał się do niemieckiej niewoli.

Decyzja generała Bortnowskiego przesądziła o losie bitwy. Polskim oddziałom nie pozostało nic innego, jak tylko rozpocząć odwrót ku Modlinowi i Warszawie. Odwrót odbywał się w ustawicznej walce, bowiem wokół resztek obu polskich armii zaciskał się pierścień niemieckiego okrążenia. Polskie oddziały ponosiły przy tym ogromne straty w ludziach i sprzęcie. W rejon Puszczy Kampinoskiej dotarło w sumie około 50 tysięcy polskich żołnierzy, ale tylko części z nich (Wielkopolskiej i Podolskiej Brygadom Kawalerii, 15. i 25. dywizjom piechoty) udało się przebić do stolicy. Niezwykłym echem odbił się wyczyn 14. Pułku Ułanów Jazłowieckich, który wywalczył sobie drogę odwrotu bohaterską szarżą pod Wólką Węglową. Taki wyczyn nie udał się za to bohaterskiemu generałowi Bołtuciowi. Poległ on pod Łomiankami, prowadząc swoje oddziały do desperackiego ataku na bagnety. Ostatnie polskie formacje biorące udział w bitwie nad Bzurą złożyły broń 22 września.

SKUTKI BITWY

Bitwę nad Bzurą niemiecka propaganda już w trakcie jej trwania nazwała „największą bitwą wszechczasów”. Jest w tym znaczna przesada, ale bez wątpienia była to największa bitwa, jaką stoczył samodzielnie regularny żołnierz polski w czasie II wojny światowej. Była to bitwa przegrana, w czasie której atakująca strona polska poniosła wielkie straty. Zginęło około 16,5 tysiąca polskich żołnierzy (w tym generałowie Mikołaj Bołtuć, Stanisław Grzmot-Skotnicki i Franciszek Wład), prawie 50 tysięcy było rannych, a około 100 tysięcy trafiło do niewoli. Strona niemiecka straciła około 8 tysięcy zabitych i rannych oraz wiele sprzętu (między innymi około 50 czołgów). Taka dysproporcja strat wynikała nie tylko z niemieckiej przewagi w sprzęcie, ale też z charakteru boju. Zawsze większe straty ponosi strona atakująca, a taka rola przypadła Polakom w pierwszej fazie bitwy. Z kolei w ostatniej fazie na wysokość strat wpłynęła przede wszystkim przewaga niemiecka oraz odwrotowy charakter boju. Przedzierając się w ustawicznych walkach ku Warszawie, wielu rannych musiano pozostawiać na polu walki, bowiem nie było możliwości zapewnienia im opieki i transportu.

Bitwa nad Bzurą była największą bitwą polskiego września 1939 roku, ale nie była bitwą decydującą. Nie mogła odmienić losów kampanii, choć znacząco wpłynęła na jej przebieg. Umożliwiła lepszą organizację obrony Warszawy i odwrót wielu rozbitych polskich dywizji na wschód, w stronę tzw. przedmościa rumuńskiego. Tam, zgodnie z koncepcją polskiej obrony, Wojsko Polskie miało oczekiwać na zwycięską ofensywę sojuszników zachodnich. Do takiej ofensywy jednak nigdy nie doszło, a wobec wkroczenia Sowietów cała koncepcja polskiej obrony załamała się. Tym samym wysiłek żołnierzy Armii „Poznań” i „Pomorze” w jakimś sensie okazał się daremny.