wersja kontrastowa
Strona główna / Atlasy i plany miast / Atlas II Rzeczpospolita 1918–1939 [2018] – seria TYFLOGRAFIA POLSKA NR 6 / 10. – 11. II Rzeczpospolita – wydobycie surowców / przemysł


10. – 11. II Rzeczpospolita – wydobycie surowców / przemysł

10.

GOSPODARKA II RZECZYPOSPOLITEJ

(MAPY 10. i 11.)

 

Po 1922 roku w granicach Polski znalazły się tereny znacznie różniące się od siebie pod względem gospodarczym. Różnice te wynikały przede wszystkim ze statusu, jakie ziemie polskie miały w poszczególnych państwach zaborczych. W najlepszej stanie były ziemie uzyskane od Niemiec. Niemcy traktowali Wielkopolskę i Pomorze jako swój spichlerz, dlatego tereny te były bardzo dobrze rozwinięte rolniczo. Duże znaczenie miał również Śląsk, który – o czym trzeba pamiętać – należał do Prus już od połowy XVIII wieku (nie był terenem uzyskanym w wyniku rozbiorów Polski) i był trzecim, po Zagłębiu Ruhry i Zagłębiu Saary, okręgiem przemysłowym byłego Cesarstwa Niemieckiego. Niezwykle ważne jest to, że terenów tych nie dotknęły zniszczenia wywołane I wojną światową.

Należące do Rosji ziemie Królestwa Polskiego były najbardziej wysuniętymi na zachód obszarami państwa carów, dlatego też miały ułatwiony dostęp do kapitałów zachodnich. Stosunkowo dobrze funkcjonowały więc tutaj ważne dla Rosji okręgi przemysłowe: warszawski (przemysł metalowy i maszynowy), łódzki i białostocki (włókiennictwo) oraz dąbrowski (przemysł ciężki i górnictwo węgla kamiennego). Większość mieszkańców Królestwa utrzymywała się jednak z pracy na roli, podobnie jak przeważająca większość mieszkańców na ziemiach leżących na wschód od Bugu. Wszystkie te obszary niezwykle ucierpiały w czasie I wojny światowej. Najpierw Rosjanie wywieźli w głąb Rosji wiele fabryk wraz z wykwalifikowanymi robotnikami i ich rodzinami, potem, po przejściu frontu, rabunkowa gospodarka okupanta niemieckiego i austriackiego mocno pogorszyła sytuację, a w 1920 roku najazd bolszewicki po raz kolejny przyniósł spustoszenie i zniszczenia.

Ziemie byłego zaboru austriackiego także ucierpiały w wyniku wojny, zwłaszcza część Małopolski Wschodniej. Przed wybuchem wojny ziemie te nie były zbyt rozwinięte gospodarczo. Dominowało rolnictwo, czasami bardzo prymitywne i mało wydajne. Spore znaczenie dla cesarsko-królewskiej monarchii Habsburgów miały jednak działające tu kopalnie soli i kopalnie ropy naftowej.

Po 1922 roku najważniejszym problemem było odbudowanie zniszczonego gospodarczo kraju i zintegrowanie wszystkich trzech zaborów. A różnice między nimi były istotne: odmienne waluty, różne systemy prawne i administracyjne, brak jednolitej infrastruktury kolejowej i drogowej i inne.

U progu niepodległości wartość produkcji przemysłowej na ziemiach polskich osiągała poziom zaledwie 30 proc. produkcji sprzed wojny.

Wprowadzenie w 1919 roku marki polskiej miało być pierwszym krokiem do uporządkowania sytuacji finansowej rodzącego się państwa. Nowa waluta nie zawsze przyjmowana była z wiarą w jej siłę i stabilność. Państwo nie miało wystarczających dochodów, aby móc opłacić wszystkie swoje wydatki, zwłaszcza w czasie trwającej wojny. Systematycznie rosła dziura budżetowa, którą starano się uzupełnić pożyczkami zagranicznymi, zaciąganymi przeważnie na niekorzystnych warunkach. Banki zachodnie nie traktowały bowiem młodego państwa jak wiarygodnego partnera i liczyły się z jego rychłym upadkiem. W tej sytuacji rząd zmuszony był pokrywać niedobory budżetowe, drukując pieniądze. Prowadziło to do inflacji, która w swej początkowej fazie przyniosła pozytywne skutki. Polskie towary stały się bardziej konkurencyjne na rynkach międzynarodowych, co przełożyło się na wzrost eksportu. Wobec systematycznego spadku wartości marki społeczeństwo nie było zainteresowane gromadzeniem oszczędności, a wydawaniem. Prowadziło to do wzrostu popytu i rozwoju rynku wewnętrznego. Coraz tańsze koszty pracy wpływały ponadto na spadek bezrobocia.

Z czasem jednak inflacja stawała się coraz bardziej dynamiczna i około 1923 roku przerodziła się w hiperinflację. Ceny rosły w zastraszającym tempie, eksport stawał się nieopłacalny, a rynek wewnętrzny zanikał, gdyż zubożałe i zarabiające coraz mniej społeczeństwo nie mogło pozwolić sobie na zakupy. Wzrost inflacji i zjawisko hiperinflacji ilustruje kurs marki polskiej w stosunku do dolara.

W 1918 roku wynosił 9, rok później 110, a 590 w 1920 roku. W 1921 roku jeden dolar kosztował już 2 tysiące 922 marki polskie, a w 1922 roku nawet 17 tysięcy 800 marek polskich. W grudniu 1923 roku za dolara trzeba było zapłacić aż 6 milionów 375 tysięcy marek polskich.

W grudniu 1923 roku prezydent Stanisław Wojciechowski powołał pozaparlamentarny rząd fachowców, którego celem było zrównoważenie budżetu i wprowadzenie nowej, stabilnej waluty. Na czele rządu stanął Władysław Grabski. Nowy gabinet uzyskał poparcie parlamentu i otrzymał nadzwyczajne uprawnienia (na przykład możliwość wydawania dekretów z mocą ustawy), co ustabilizowało kurs marki polskiej względem dolara. Dzięki tym posunięciom zrównoważono budżet. Na początku 1924 roku utworzono Bank Polski, który wymienił markę na złotego. Wartość jednego złotego polskiego ustalono na 1,8 miliona marek i 5,18 dolara. Nowa waluta musiała mieć ustawowe pokrycie w 30 procentach w rezerwach kruszcowo-walutowych Banku Polskiego. Dzięki wysiłkowi całego społeczeństwa, przede wszystkim zaś kapitału prywatnego, sytuacja powoli wracała do normy.

Poprawa sytuacji nie trwała jednak długo. Stabilna i mocna waluta powodowała, że polskie towary przestały być konkurencyjne za granicą i spadł na nie popyt. Więcej importowano, a mniej eksportowano, co prowadziło do ujemnego bilansu w handlu zagranicznym. Ratunkiem było podniesienie ceł. Zbiegło się to z wygaśnięciem umowy na bezcłowy wwóz do Niemiec polskiego węgla. Niemcy zabronili sprowadzania polskiego węgla, czym rozpoczęli wojnę celną z Polską. Obie strony konfliktu zaczęły podnosić cła na towary przeciwnika i zakazały importu określonych towarów. Polska strona początkowo odczuła jej skutki bardzo boleśnie. Ponownie zwiększył się deficyt budżetowy i konieczne było odejście od drastycznego pilnowania kursu złotego. Wróciła inflacja, choć na dużo mniejszą skalę.

Ostatecznie jednak wojna celna przyniosła też pewne korzyści. Polska gospodarka musiała bowiem uwolnić się od silnych związków gospodarczych z Niemcami, poszukać nowych rynków zbytu, przede wszystkim dla węgla.

Zaowocowało to przyspieszeniem rozbudowy portu w Gdyni i budową magistrali węglowej.

Lata 1926–1930 to czas stosunkowo dobrej koniunktury dla polskiej gospodarki, co wiązało się między innymi z przezwyciężeniem przez gospodarkę światową skutków wywołanych wojną i ogólnoświatowym rozwojem gospodarczym. Jednocześnie zmieniła się polityka polskiego rządu, który zdecydował się na wprowadzenie etatyzmu, czyli zwiększonej ingerencji państwa w życie gospodarcze. Dzięki pożyczkom ponownie ustabilizowano kurs waluty, dbając, aby jego wysokość wspierała konkurencyjność polskich towarów w Europie. Państwo przejęło rolę inwestora w gospodarce, przyczyniając się do rozbudowy przedsiębiorstw o charakterze strategicznym, na przykład zbrojeniowym. Do inwestowania w Polsce zachęcano również kapitał zagraniczny.

Mimo bezspornych sukcesów gospodarczych rządu, rozwój gospodarczy kraju nie przebiegał równomiernie. Pogłębiały się różnice wynikające jeszcze z czasów zaborów. Ziemie województw zachodnich i części centralnych miały dobrze rozwinięty przemysł i wysokorozwinięte, intensywne rolnictwo, co sprawiało, że były bogatsze. Z czasem zaczęto je nazywać Polską A. W pozostałych województwach dominowało tradycyjne, bardzo rozdrobnione i czasami wręcz prymitywne rolnictwo. Wyjątkiem były tereny wokół Białegostoku, na których rozwijał się przemysł włókienniczy oraz wokół Jasła, Krosna, Borysławia i Drohobycza, gdzie istniały ośrodki górnictwa naftowego. Województwa te były ubogie i zacofane. Przylgnęła do nich nazwa Polska B. Te regiony kraju miały do zaoferowania niemal wyłącznie produkty rolnicze, podczas gdy z Polski A pochodziło ponad 90 proc. produkcji przemysłowej (w tym, na przykład, niemal 100 proc. produkcji energii elektrycznej i ponad 80 proc. produkcji żelaza i nawozów sztucznych).

Dobra koniunktura w gospodarce światowej skończyła się gwałtownie w październiku 1929 roku. Rozpoczął się wówczas tak zwany wielki kryzys ekonomiczny, który dotknął właściwie wszystkie państwa na świecie, a kraje rolnicze (jak Polska) odczuły go wyjątkowo boleśnie. Pierwszym aktem kryzysu było wycofanie się z Polski kapitału zagranicznego i żądanie przez niego wcześniejszych spłat kredytów. Wstrzymano inwestycje, ograniczono produkcję, a niektóre zakłady zamknięto. Doprowadziło to do wzrostu bezrobocia, co przełożyło się na kryzys rynku wewnętrznego. Społeczeństwo ubożało i nie mogło pozwolić sobie na duże wydatki z budżetów domowych. Ceny produktów przemysłowych utrzymywały się na wysokim poziomie, co czyniło je niedostępnymi dla coraz większej grupy osób. Jednocześnie drastycznie spadały ceny żywności. Uderzało to w chłopów, ich dochody bowiem także malały. Próby zwiększenia dochodów poprzez wzrost ilości towarów rolnych tylko pogłębiały kryzys. Rolnicy musieli wyprzedawać całe zapasy, aby się utrzymać. Na terenach wschodnich i południowo-wschodnich województw Rzeczypospolitej, gdzie dominowały małe lub bardzo małe gospodarstwa, pojawił się głód.

W 1929 roku bezrobotnych poza rolnictwem było siedemdziesiąt tysięcy osób. Po 1929 roku bezrobocie rosło lawinowo. W 1930 roku było już dwieście czterdzieści tysięcy bezrobotnych, w 1931 roku – pięćset dwadzieścia tysięcy. W roku 1933 bez pracy było siedemset osiemdziesiąt tysięcy osób. Od 1934 roku bezrobocie zaczęło spadać i w 1936 roku wynosiło sześćset dwadzieścia tysięcy.

Aby ratować załamujący się budżet państwa, rząd zdecydowanie ograniczył wydatki państwa na pensje urzędników, opiekę socjalną, kulturę i oświatę. Za wszelką cenę starano się nie dopuścić spadku wartości złotówki. Zdecydowano się zatem na prowadzenie polityki deflacji, czyli wycofywania z rynku nadmiaru pieniędzy. Dzięki tym działaniom ceny wprawdzie nie rosły a złoty zachował swoją wartość, ale pozbawione dochodów społeczeństwo ubożało, pauperyzowało się coraz bardziej. Kurczył się rynek wewnętrzny, producenci nie mogli znaleźć nabywców na swe artykuły, ograniczali więc produkcję i zatrudnienie, co prowadziło do dalszego wzrostu bezrobocia. Należało szukać innych rozwiązań.

W 1932 roku zdecydowano się sięgnąć po wzorce z USA, gdzie przezwyciężono kryzys poprzez interwencjonizm państwowy i kontrolowaną inflację. Także w Polsce postanowiono obniżyć ceny, umorzyć zaległości podatkowe oraz zlikwidować zadłużenie chłopów. Aby ograniczyć bezrobocie, zorganizowano roboty publiczne finansowane z państwowego Funduszu Pracy. Rząd wykupił udziały bankrutujących przedsiębiorstw, czym uratował je przed upadkiem i mogły one dalej zatrudniać pracowników.

Polska była zbyt ubogim krajem, by działania te można było prowadzić na dużą skalę. Przyniosły jednak efekt, między innymi dzięki poprawie światowej koniunktury na polskie zboże, i stopniowo od 1935 roku kraj zaczął przezwyciężać kryzys i stabilizować gospodarkę. Wzrastał popyt wewnętrzny i powoli malało bezrobocie. Duże znaczenie miały w tym zakresie działania podjęte przez ministra Eugeniusza Kwiatkowskiego, który w czerwcu 1936 roku przedstawił założenia czteroletniego planu inwestycyjnego. Plan zakładał walkę z bezrobociem, wzrost eksportu i inwestycje w przemysł zbrojeniowy.

Sztandarowym projektem planu było wybudowanie w widłach Wisły i Sanu Centralnego Okręgu Przemysłowego (COP). Wybór miejsca podyktowany był względami strategicznymi (z dala od zagrożonych granic wschodniej i zachodniej) oraz społecznymi (wielu bezrobotnych w regionie). COP miały tworzyć zakłady przemysłu chemicznego, zbrojeniowego i elektrownie, a ich budowa miała być finansowana z funduszy państwowych. W ramach inwestycji w ciągu trzech lat powstały między innymi zakłady przemysłu zbrojeniowego w Radomiu i Sanoku, elektrownia w Rożnowie, zakłady przemysłu metalowego w Stalowej Woli, fabryki lotnicze w Mielcu oraz chemiczne w Dębicy, Chorzowie i Mościcach pod Tarnowem. Ta ostatnia – Państwowa Fabryka Związków Azotowych – była jedną z najnowocześniejszych fabryk chemicznych w Europie.

Wszystkie te działania pozwoliły w 1938 roku osiągnąć polskiej gospodarce podobny stan, jaki był na ziemiach polskich pod zaborami w 1913 roku. Jeśli przyjmiemy, że w 1913 roku wskaźnik produkcji na ziemiach polskich wynosił 100 proc., to w porównaniu z nim produkcja przemysłowa w Polsce w 1923 roku wynosiła prawie 67 proc., a w 1929 roku wzrosła do 80,7 proc. W latach kryzysu światowego wskaźnik drastycznie spadł, osiągając wartość 50,5 proc. w 1932 roku Z zapaści udało się wyjść dopiero przed wybuchem II wojny światowej. Wskaźnik produkcji przemysłowej osiągnął wówczas wartość 94,5 proc.

W grudniu 1938 roku wicepremier Kwiatkowski ogłosił sukces swojego planu, który na początku 1939 roku był już wykonany znacznie przed czasem i przygotował założenia kolejnego, tym razem piętnastoletniego planu rozbudowy Rzeczypospolitej. Miał on składać się z pięciu faz podzielonych na trzyletnie odcinki. W pierwszej fazie zakładano intensywną rozbudowę sił zbrojnych, w drugiej fazie planowano rozbudować infrastrukturę komunikacyjną, w trzeciej – inwestycje miały poprawić stan rolnictwa i oświaty, w czwartej – chciano zintensyfikować procesy urbanizacyjne i industrializacyjne, a w fazie ostatniej (1951–1954) miały zostać przeprowadzone działania na rzecz ograniczenia różnic pomiędzy Polską A i Polską B.

Założenia planu były niezwykle ambitne, ale i bardzo trudne do wykonania. Zdawano sobie sprawę, że przedstawione hasła, w obliczu nadchodzącej wojny, miały jednak istotny wydźwięk propagandowy.

realizacja: Studio Fabryka, strony internetowe